Hej. Dzisiaj, zgodnie z tym, co napisałam w poprzednim poście, byłam na zakupach. Niestety nie kupiłam wszystkiego, tak jak planowałam, jednak w poniedziałek chyba znowu pojadę. Szczerze- nie lubię chodzić po stoiskach z ubraniami. W ogóle nie lubię chodzić po sklepach. No, ale czasami trzeba. Niestety nie udało mi się też pójść do salonu, w sprawie mojego nowego aparatu tel. Rodzice do 15 jeździli od sklepu do sklepu, nie mogąc się zdecydować na konkretne płyki łazienkowe. Dobrze, że dzisiaj sobota, przynajmniej zamknęli wcześnie te sklepy, które były przyczyną tego, że nie wiem, co i jak w sprawie mojego telefonu. No, ale czasami trzeba się poświęcić. Jutro do kościoła, wybieram się dopiero na 12. Nie dam rady wstać wcześniej, a poza tym idąc na 10, musiałabym sama (bo nawet Olka się nie wybiera) podążać przy bardzo niskiej temperaturze. A tak, pojadę z rodzicami + wyśpię się. Jednak, nie wszystko może być takie piękne. Mój palec, a właściwie paznokieć, jest znowu w złym stanie. Jak sobie przypomnę 'męki', jakie przechodziłam poprzednim razem u chirurga, to aż mnie ciarki przechodzą, wrrrr... Mimo wszystko staram się myśleć pozytywnie. W końcu wtedy to trwało jakieś 3 lata O_O, teraz wiem, że nie ma co zwlekać, im szybciej tym lepiej. Najgorsze w tym wszystkim jest bezpośrednie starcie z tą "niemiłą"- ładnie mówiąc, pielęgniarką. Mimo wszystko, nie zanudzam już. Miałam napisać krótko i zwięźle, jednak trochę się rozpisałam. Idę zrobię herbatę, a potem jak najszybciej chcę się położyć. Dobranoc <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz